Lexus sprawia wrażenie auta bardziej dynamicznego, Mercedes zaś - o wiele bardziej eleganckiego. Mimo to S500 jest jednak nieco szybsza niż LS 460, ale też
spala o wiele więcej paliwa. Lexus w podobniej cenie oferuje więcej luksusowych dodatków. W Mercedesie neimal za wszystko musimy dopłacac.
W testowanej wersji Mercedesa S500 L jest niemal wsyzstko, co można zamówić do tego auta, ale takie zestawienie podwyższyło cenę S-klasy z
"zaledwie 450 tys. zł do niebotycznych 664 tys. zł! To kwota, za która możemy postawić nie zły dom. Kierowca jednak szybko zauważy, za co płaci,
bo na tablicy przyrządów dopracowanej w każdym szczególe i wykonanej z materiałów znakomitej klasy jest mnóstwo przycisków, pokręteł i wyświetlaczy. To musi oznaczać, iż
mamy do czynienia z autem naszpikowanym elektryką. Już samo ustawienie fotela to skomplikowany proces, bo obok standardowej regulacji siedliska i oparcia jest też
możliwość swobodnego ukształtowania ich profilu dzięki znajdującym się w nim poduszkom ( dopłata prawie - 9 tysięcy z, ale "w cenie" jest też funkcja masażu.
Oczywiście o takich drobiazgach jak pamięć ustawień foteli czy ich podgrzewanie i wentylacja nie ma co wspominać. Można jedynie dodać, że w "esce" za te ostatnie funkcje trzeba
dopłacić prawie 4,7 tys. zł.
Tymczasem takie luksusowe dodatki w Lexusie LS 460 Prestige są już wyposażeniem standardowym, podobnie jak wiele innych nowinek. Centrum sterowania funkcjami pokładowej
elektroniki to kolorowy dotykowy wyświetlacz, na którym pojawiają się przyciski - zależnie od tego, jaka funkcja zostanie wybrana. A możliwości jest sporo: klimatyzacja ( cztero-strefowa,
osobna dla osób jadących z tyłu), sprzęt audio firmowany przez Marka Levinsona (zmieniarka na 6 płyt DVD i system z 19 głośnikami), komputer pokładowy, nawigacja, a nawet
rozbudowany system wspomagający parkowanie z kamerą i czujnikami. Pozwala on autamatycznie wpasować się w wyznaczoną lukę. Kierowca musi tylko lekko naciskać gaz.
Za podobne udogodnienia w Mercedesie trzeba słono dopłacić. W testowanej wersji S 500 L zamontowano te dodatki, ale kosztem... kolejnych 30 tys. zł (a i tak nie ma
funkcji automatycznego parkowania). Za następne tysiące złotych można mieć jeszcze więcej atrakcji, w tym dwie sztandardowe dla obecnej generacji klasy S: systemy
Nightview oraz Distronic Plus.
Lexus LS 460 posiada nową jednostkę napędową V8 o mocy 381 koni, która potrafi pracować zarówno jak silnik z tradycyjnym wtryskiem benzyny, jak i z wtryskiem bezpośrednim do środka
cylindra. Wszystko zaleźy od obciążenia silnika.: gdy jedzie się spokojnie na autostradzie, optymalny będzie wtrysk bezpośredni ubogiej mieszanki, lecz gdy trzeba żwawo przyspieszyć,
np. wyprzedzając, wykorzystywany jest wtrysk tadycyjny. Dzięki temu rozwiązaniu (i innym technologią, jak choćby fazy rozrządu) udało się uzyskać mocne, 4,6-litrowe V8, które
zużywa relatywnie mało paliwa. W tym przypadku słowo "mało" oznacza, według producenta około 11l/100km. W polskich warunkach trudno zejść poniżej 15l/100km, ale to wciąż niezły
wynik.
Mercedes ze swoim 5,5 litrowym V8 pali zdecydowanie więcej, bo zdaniem producenta około 12l/100km. Jednak tu realna wartość to nawet ponad 17l/100km. Dokładnie wiadomo jednak,
za co płacimy. W przypadku S-klasy osiągi są wręcz rewelacyjne: sprint do 100km/h trwa tylko 5,4 sekundy. Nie jedno coupe szczyciłoby się tak znakomitym wynikiem.
W Lexusie przyspieszenie jest nieznacznie gorsze od 0-100km/h rozpędza się w 5,7 sekund.
Trzeba jednak przyznać, że Japończycy są coraz bliżej niemieckiego konkurenta. O braki technologiczne nie muszą się już bać. Japońscy bossowie koncernów motoryzacyjnych powinni jednak wreście zauważyć, że
prawdziwy lukcus tkwi w szczegółach. Tych namacalnych, a nie schowanych pod maską silnika, czy panelami kokpitu. A te w lexusie bywają niedopracowane. Dlatego - choć nieznacznie wygrywa
Mercedes.